swiadkowie jehowy sekta 1

Jak to jest z tym dialogiem, czy zawsze i z każdym ma on sens? Dialog wymaga dwóch stron, co prawda stojących na odmiennych stanowiskach, ale jednak otwartych na wzajemne argumenty. Organizacje totalitarne- do jakich można zaliczyć sekty- stoją na stanowisku, że tylko one znają prawdę, inni mają prawo co najwyżej się z nimi zgodzić. Czy tak jest ze Świadkami Jehowy?

Świadkowie Jehowy sekta czy słudzy Boży? ...To ciekawe pytanie

Niekiedy, w tym instytucje państwowe, np. sąd francuski i moskiewski, nazywają wyznanie sektą. Prezentujemy opracowanie, które analizuje stosowaną przez Świadków Jehowy psychomanipulację. Niech nie zmyli czytelnika, publikowana obok okładka "Strażnicy", podstawowego czasopisma organizacji. Tytuł i cały artykuł Świadkowie Jehowy sekta czy słudzy Boży? próbuje dowieść, że wspólnota zna zjawisko sekt i się od nich odcina. Ale to nic nowego, każda grupa destrukcyjna wie, że sekty istnieją, ale nazywa tak wszystkich innych, tylko nie siebie. W ten sposób chce się od pozostałych grup odróżnić, a swoich członków zapewnić, że z nimi akurat jest wszystko w porządku. Ponieważ członkowie sekt są zupełnie bezkrytyczni wobec swoich przywódców, ucieszą się, że nie są w sekcie.

Świadkowie Jehowy - czy to poważny problem?

Głosiciele Królestwa, jak o sobie Świadkowie mówią, zawsze niegannie ubrani, uprzejmi i grzeczni sprawiają wrażenie jakby sami nie przeżywali problemów. Prawda jest jednak inna. Amerykański psycholog i socjolog, prof. Jerry R. Bergman, czołowy ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego członków Towarzystwa Strażnica, zwraca uwagę na dramatyczną sytuację psychiczną głosicieli Królestwa. Stwierdza, że ok. 10% osób z przeciętnego zboru pilnie potrzebuje takiej czy innej formy psychoterapii[1]. W porównaniu do reszty społeczeństwa (dane dotyczą Stanów Zjednoczonych) skala zaburzeń psychicznych jest czterokrotnie wyższa niż u reszty społeczeństwa. Schizofrenia w USA występuje 4-6 razy częściej u Świadków Jehowy niż w pozostałej populacji, natomiast depresje notuje się około 6 do 10 razy częściej[2]. Jeśli wziąć pod uwagę, że wspólnota stanowi w Polsce już trzecie wyznanie pod względem liczebności, zjawiska nie należy bagatelizować.

Kłopoty nie dotyczą tylko Świadków Jehowy

Problem nie dotyczy jedynie 126196 aktywnych w 2011 r. w samej tylko Polsce głosicieli.[3] W nie mniejszym - a może nawet i większym - stopniu odnosi się to również do byłych wyznawców Jehowy. Ich dodatkowym obciążeniem psychicznym jest ogromne poczucie straty, czy wręcz utrata sensu życia[4]. Zatem, nawet jeśli od 2005 r. Towarzystwo Biblijne i Traktatowe - Strażnica, zwane też Towarzystwem Strażnica - wydawca publikacji wyznania- odnotowuje w Polsce zerowy, bądź nawet ujemny przyrost swoich członków[5], to wcale nie oznacza, że problem jest zanikający. Mimo szczegółowych statystyk podawanych w rocznikach, niestety nie sposób z literatury Towarzystwa dowiedzieć się ilu jest pozyskiwanych nowych członków, a ilu odchodzi z organizacji. Wiemy jedynie, że od kilku lat obie te grupy są mniej więcej podobne (oblicza się je na ok. 3,5 tys. osób w Polsce) [6].

Świadkowie Jehowy to dla wielu sekta- "jehowi" ich niekiedy określają

To oczywiście niegrzeczne mówić "jehowi" o tych ludziach. A już oni sami śmiertelnie się za to obrażają. Warto przy tej okazji docenić ogromny wysiłek ludzi zaangażowanych w merytoryczną dyskusję z argumentami Towarzystwa Strażnica lub dowodzących z miażdżącą precyzją fałszu i oszustw organizacji z siedzibą w nowojorskim Brooklynie. O ich rzetelności i szacunku świadczy choćby unikanie takich nieprzyjemnych, (bo z tą obrazą to trochę przesada), sformułowań typu jehowi, sekta jehowych, mieszanie krwi, itp. Niejednokrotnie autor artykułów będzie się powoływał na pracowicie i rzetelnie zebrane informacje, zarówno w bogatej literaturze, jak i internecie. Zainteresowanych różnymi aspektami problematyki Świadków Jehowy polecam wartościowe strony: Słowo Nadziei- witaj na stronie poświęconej Świadkom JehowyŚwiadkowie Jehowy- Brooklyn spółka bez odpowiedzialnościŚwiadkowie Jehowy w mediachwatchtower-Świadkowie Jehowy pod lupąpiotr andryszczak- Świadkowie Jehowy. Błędne mauki Świadków JehowyŚwiadkowie Jehowy- Trinitarianie.

Problemem są nie tylko Świadkowie Jehowy i nie tylko sekta

Oczywiście, należy pamiętać, że trudności członków Towarzystwa Strażnica nie zawsze są rezultatem destrukcyjnego wpływu religijnych przełożonych. Tak aktywna na polu pozyskiwania nowych członków wspólnota musi być szczególnie atrakcyjna dla ludzi znajdujących się na marginesie społeczeństwa, często właśnie z powodu chorób lub przynajmniej zaburzeń psychicznych. Zapewne to jest m.in. powodem tak znacznego odsetka osób przejawiających różnego rodzaju problemy psychiczne, o czym wspomniano wyżej.

Świadkowie Jehowy to nie jest dobre miejsce dla ludzi z problemami

Niestety, pobyt w grupie im nie pomaga. Po pierwsze, dlatego że członkom zboru, oględnie mówiąc, przełożeni nie zalecają specjalistycznego leczenia problemów osobistych. Jak wspomina była wyznawczyni ?...idąc za radą mojego lekarza rodzinnego, poddałam się psychoterapii. Mój pomysł nie wzbudził entuzjazmu w organizacji: "Musisz się mieć na baczności, psycholodzy manipulują umysłem i mogą cię odwieść od Prawdy"[9]. Po drugie, oddziaływanie Towarzystwa Strażnica wykazuje cechy psychomanipulacji. Poznanie mechanizmów tej ostatniej pozwoli czytelnikowi dostrzec destrukcyjny wpływ takiego oddziaływania na psychikę poddanych jej osób. A co za tym idzie, okaże się niezbędne w skutecznej pracy psychoterapeutycznej.

Świadkowie Jehowy - czy to jeszcze religia, czy już sekta?

Na Świadków Jehowy trzeba spojrzeć nie tylko jak na wyznanie religijne, mniej lub bardziej przybliżające Boga człowiekowi. Z argumentami religijnymi można polemizować, jak ze wszystkimi innymi twierdzeniami, np. odwołując się do tekstu Biblii. Poszczególni głosiciele są wszak przekonani, że nie głoszą nic innego jak wyłącznie prawdy Pisma Świętego. Wiele osób nawet boi się z nimi z tego powodu rozmawiać. Wydaje im się, że Świadkowie Jehowy są biblijnymi mistrzami. Tymczasem dobre poznanie Biblii wcale nie pomoże.

Dlaczego Biblia nie przekonuje Świadków Jehowy?

Poznając biblijną argumentację głosicieli Królestwa i napotykając zasadnicze sprzeczności w ich rozumowaniu, okazuje się, że nie sposób Świadka Jehowy do tego przekonać. Oczytanie biblijne zupełnie nie pomaga, czciciele Jehowy są jakby zaimpregnowani na inną niż ich własna argumentację. Z podobną zagadką nie raz spotkał się autor publikacji dopóki nie zrozumiał, że kluczem nie są przekonania religijne, lecz rzeczywistość psychologiczna, na jaką są skazani poszczególni Świadkowie Jehowy. Sekta destrukcyjna stosuje podobne metody, warto im się przyjrzeć. Aspekt sekciarstwa Świadków Jehowy podejmują m.in.: psychomanipulacja- Świadkowie Jehowy kim naprawdę sąŚwiadkowie Jehowy- sekta czy religiakatolikos- Świadkowie Jehowy poznaj prawdziwe oblicze sekty

Czy Świadkowie Jehowy to sekta? Oceń sam.

Rozpoczynamy cykl artykułów, gdzie przedstawimy szereg reguł psychomanipulacji, jakie- naszym zdaniem- stosują Świadkowie Jehowy. Wszystko zostało jednak oparte na solidnym materiale dowodowym, tak by to czytelnik sam sobie odpowiedział na zawarte w tytule pytanie: Świadkowie Jehowy to sekta? Każda z kolejnych publikacji zaprezentuje określony mechanizm manipulacji po czym zostanie on poparty cytatami z publikacji Świadków Jehowy, albo wypowiedziami osób, które w tej grupie jakiś czas przebywały. Wnioski czytelnik niech wyciągnie sam.

 

Tomasz Czyżewski

 

Sekta stosuje reguły psychomanipulacji. Zobacz czy Świadkowie Jehowy też je znają. Poniżej zostały szczegółowo omówione różne aspekty psychomanilupacji.

Kamuflaż ma coś ukrywać

Zobowiązanie do wzajemności

Konsekwencja może zaprowadzić w maliny

Wspólnota może zauroczyć

Przywiązani łatwo nie odejdą

Rozkład jazdy Apokalipsy

Najpierw trzeba ofiarę oddzielić

Trzeba się wyróżnić

Odporność na krytykę pozwala mocno wierzyć

Uniformizacja według opdpowiedniego wzorca

Indoktrynacja zastąpi myślenie

Członkami trzeba sterować

Fanatyk - idealny członek grupy

Wykorzystanie nieświadomych członków

Ostatecznym efektem jest destrukcja

"Wydaje mi się bowiem, że psychologowie, psychiatrzy i pozostały personel medyczny, chociaż są przygotowywani i szkoleni w zakresie pomocy osobom uzależnionym, to są bezradni wobec zjawiska sekt. Otwiera się tutaj dziewicze pole do badań".

Delporte Ch., Świadkowie Jehowy. Ofiary mówią, Warszawa 2003, s.286.

Jeśli szukasz pomocy

Wielu byłych Świadków Jehowy z trudem wraca do siebie po pobycie we wspólnocie głosicieli. Te osoby borykają się z poczuciem winy, lękiem, gniewem i innymi silnymi uczuciami. Powrót do życia nie jest łatwy ale jest możliwy. Niekiedy zatroskane rodziny nie mogą się pogodzić ze zmianą wiary jednego z domowników. Jeśli Świadek Jehowy ma szczęście mieć bliskich, którzy się o niego martwią, są duże szanse na przywrócenie go na łono rodziny.

Do tych wszystkich osób kierujemy propozycję:

Psychoterapia dla byłych Świadków Jehowy.

Terapia rodzinna dla czynnych głosicieli i ich bliskich, która stworzy korzystne warunki powrotu osoby.

Trening rodzin Świadków Jehowy przeszkoli uczestników jak rozmawiać z bliskim tak, by go odzyskać.

UWAGA: Możliwość przeprowadzenia kursu w formie telefonicznej



[1] Bergman J.R., Świadkowie Jehowy a zdrowie psychiczne- oprac. przez T. Połgenska fragmentów książki The mental health Jehovah's  Witnesses, USA 1987, w tłum. K. Słupskiego, Słowo Nadziei nr 29/97, s.22.

[2] Film video "Świadkowie Jehowy dzisiaj", wywiad z Jerry?m Bergmanem, USA 1990.

[3] Rocznik Świadków Jehowy 2012, Nowy Jork 2012, s. 48.

[4] Bergman J.R., Świadkowie Jehowy a zdrowie psychiczne- oprac. przez T. Połgenska fragmentów książki The mental health Jehovah's Witnesses, USA 1987, w tłum. K. Słupskiego, Słowo Nadziei nr 29/97, s.22.

[5] Roczniki Świadków Jehowy 1995-2012, Nowy Jork 1995-2012, s. 31-48.

[6] Niektórzy obliczają liczbę odchodzących z organizacji w Polsce na ok. 3,5 tys. osób- W niewoli Świadków Jehowy, Dziewczyna, miesięcznik, nr 09/2005, s.70. Podobnie pzreczytamy w- Drogi internauto, http://katolikos.republika.pl/

[7] Niewielkie opracowanie n/t psychomanipulacji Towarzystwa Strażnica- Podstolec A. Sposoby manipulacji napodstawie publikacji Świadków Jehowy, Katowce 2004.

[8] Delporte Ch., Świadkowie Jehowy. Ofiary mówią, Warszawa 2003, s.286.

[9] Delporte Ch., Świadkowie Jehowy. Ofiary mówią, Warszawa 2003, s.174.

Share on Facebook
Comments (28)
Problemy psychiczne - kto ma większe: Świadkowie Jehowy czy reszta społeczeństwa?
1niedziela, 03, czerwiec 2012 22:21
Ebed
Pan Tomasz Czyżewski w swoich dywagacjach na temat zasięgu problemów psychicznych wśród Świadków Jehowy (dalej ŚJ) niemal w całości i bezkrytycznie oparł się na badaniach niejakiego J. Bergmana. Okrzyknięty przez T. Czyżewskiego "czołowy specjalista" od zdrowia psychicznego ŚJ stwierdza, że w przeciętnym zborze (w USA) 10% ŚJ potrzebuje pilnej psychoterapii. Rzecz ciekawa, jeśli nawet tak jest (bo zweryfikować się tych danych nie da) to i tak zasięg problemów psychicznych w ogólnej populacji amerykanów jest WIĘKSZY niż u ŚJ. Oto dowód:
"Na przestrzeni każdego roku około 20 procent mieszkańców Stanów Zjednoczonych cierpi na rozpoznawalną chorobę psychiczną, która utrudnia pracę zawodową, uczęszczanie do szkoły lub inne zajęcia życia codziennego".

http://connecticut.networkofcare.org/mh/nimh/article_polish.cfm?content=polish_adult_mental&language=polish

A zatem Panie Tomaszu: weź się Pan raczej za leczenie tej pozostałej rzeczy chorych psychicznie, a Świadkami się Pan nie przejmuj. Jak się Panu uda obniżyć wskaźnik zaburzeń psychicznych społeczeństwa do poziomu - podobno charakterysycznego dla ŚJ, to daj Pan znać.
licytacja na problemy psychiczne
2poniedziałek, 11, czerwiec 2012 13:46
Tomasz Czyżewski
Istotnie powołuję się na czołowego specjalistę- nie piszę tego zwrotu w cudzysłowiu jak mój oponent, ponieważ doświadczenie wychowywania się w rodzinie ŚJ, czynny udział jako głosiciela, tytuł psychiatry oraz wieloletnie doświadczenie pracy ze ŚJ, wydaje mi się dostatecznymi kwalifikacjami prof. Bergmana, (http://watchtower.org.pl/zdrowie_psychiczne.php) nawet jeśli Ebed się z nim nie zgadza. Czy bezkrytycznie podaję statystyki? Cóż, nie to jest przedmiotem artykułu, to jedynie dygresja, wobec czego nie prowadziłem krytycznych badań tego tematu. Niekoniecznie zresztą jest to teza podważona przez Ebeda, ponieważ najwyraźniej różnie są statystyki liczone. Ważne, że prof. Bergman uważa, że depresja dotyczy 5-10 razy częściej ŚJ niż innych Amerykanów, a schizofrenia ok. 6 razy, według z pewnością innych statyk niż podane przez Ebeda. Zestawianie ze sobą statystyk o kompletnie innej metodologii nie ma sensu.
Poza tym nie bardzo rozumiem dlaczego nie mogę zajmować się ŚJ, nawet uwzględniając logikę interlokutora? Przecież jeśli wśród np. nauczycieli jest mniej zaburzeń psychicznych niż wśród innych czy to znaczy, że nie należy leczyć tych, którzy są chorzy? Co więcej specyfika zawodu nauczyciela może właśnie być powodem określonych problemów. I tak samo jest ze ŚJ, chyba że autor uważa ich za niepodlegających ogólnym regułom. Złośliwość autora co prawda błyskotliwa, jednak niecelna.
Uwaga Ebeda paradoksalnie potwierdza myślenie prof. Bergmana, który zauważa, że Świadkom zaleca się aby od psychologów i psychiatrów trzymali się jak najdalej. Czyżby Ebed to samo proponował?
nic glupszego
3poniedziałek, 15, październik 2012 07:48
kryszka
czlowiek ma wiele problemow dzisiejszy swiat podaje je nam na tacy za darmooo!!!!! jednak chce napisac ze sekta przedewszystkim ma swojego przedstwiciela na ziemi to jest regola a z tego co wiem SJ takiego nie maja za swojego wodza uwazaja Jezuza Chrystusa pradwa jest prosze pana taka ze SJ nic nie musza w przeciwienstwie do np. katolikow ktorych do pewnych dzialan zmusza data lub sakramenty chrzcxzac niemowle faktycznie daje sie mu wybor niech pan najpierw zbada swoja religie a moze pozniej zajmie sie innymi.z pozdrowieniami
co głupsze, a co mądrzejsze
4wtorek, 16, październik 2012 15:05
Tomasz Czyżewski
Zapytaj Kryszka starszego zboru czy rzeczywiście Świadkowie nic nie muszą, np. zabijać swoich dzieci, zabraniając im transfuzji krwi po wypadku. Lepiej zabić niemowlę czy ochrzcić?
To Prawda
5środa, 31, październik 2012 10:10
Zenek
Z ciekwością przeczytałem wszystkie artykuły, własnie wczoraj sie dowiedziałem że kobieta, z którą żyłem 5 lat przechodzi do sekty SJ. Nadmienię że jej mama i siostra są członkami tej sekty i na pewno dzieje sią tak za ich "namową" .Nawet już "nowego męża" jaj znalazły. Wszystkie zdarzenia ostatniego czasu znalazły potwierdzenie w tej publikacji. Nie mam nic do ich wiary niech wierzą w co chcą ale jeżeli rujnują życie innym ludziom nie zasługują na nic, żadne wspólczucie pomoc na nic. Mam jeszcze nadzieję że jakioś to poskładam jeżeli nie to będą mieli nowego wroga zamiast obojątnego. Pozdrawiam Panie Tomaszu gratuliję wnikliwości i prawdy
Trening rodzin Świadków Jehowy przeszkoli uczestników jak rozmawiać z bliskim tak, by go odzyskać.
6piątek, 03, maj 2013 21:30
mantena
ha, ja bym była bardzo ale to bardzo zainteresowana takim treningiem ,nie wiem od czego zacząć , ale z dolnego sląska do łomży nie dam rady dojeżdżać , gdzie można szukać podobnych terapii ? / Trening rodzin Świadków Jehowy przeszkoli uczestników jak rozmawiać z bliskim tak, by go odzyskać. /
trening
7poniedziałek, 06, maj 2013 14:50
Tomasz Czyżewski
W sprawie umówienia się na trening proszę o prywatny kontakt, mailowy kub telefoniczny.W przypadku dużej odległości od Łomży można rozważyć trening w formie telefonicznej.
Odzyskanie rodziny
8czwartek, 13, czerwiec 2013 22:35
Bogusia
To nie jest takie proste.Ja po odejsciu od tej organizacji,stracilam cala rodzine.Nagle okazalo sie ,ze nie mam nikogo.Nie moge ich odwiedzic,na ulicy mnie nie poznaja(inaczej mowiac-udaja wariata)Nie zalezy mi na innych czlonkach sekty,chociaz byli przyjaciolmi,a potem jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki,swiatzaczal krecic sie w druga strone.
Najbardziej boli mnie to,ze wlasna matka tez sie odwrocila, chociaz zapewniala mnie,ze jestem przeciez jej corka i ze mnie kocha ize to jest moja decyzja.Na poczatku nie bylo tak drastycznie ale w odpowiedniej chwili ktos wyglosil madry wyklad i mama powiedziala,ze przyszlo nowe swiatlo i musimy zerwac nasze kontakty.I tak jest do tej pory.Zachowuja sie tak jakby to oni byli od osadzania ludzi,bo wlasciwie to oni mnie juz skazali na zaglade.Tyle ,ze oni tlumacza ,ze robia to wszystko z milosci,bo jak nie bede miala nikogo ,to wroce do sekty.Typowy szantaz.
Psychika rzeczywiscie bardzo na tym cierpi.Caly proces wystapienia nie jest latwy.Wiaze sie z lekami i obawami,bo przeciez wiedzialam czym sie to skonczy.Ale bez wzgledu na wszystko,to byla najlepsza decyzja w moim zyciu,bo nareszcie poczulam sie wolna i szczesliwa.Szkoda tylko,ze tak dlugo z tym zwlekalam.
Taraz wierze w milosc i wielka moc,ktora mi pomaga w kazdej trudnej sytuacji,a nie w msciwego okrutnego Boga ktorego wielbia S:J.Pozdrawiam wszystkich ,ktorym udalo sie wyrwac z tych sidel.
Mojej rodzinie juz nic nie pomoze,bo maja tak wyprane mozgi,ze nie docieraja do nich zadne argumenty.Slepo cytuja wersety z bibli,a nie potrafia szczerze rozmawiac.Zreszta w tej sekcie nigdy nie bylo szczerosci.Widzialam to odkad zaczelam samodzielnie myslec.Jak sobie przypomne tych starszych,ktorzy przewodzili zborom,to teraz ogarnia mnie smich.Ciemne niewyuczone chlopy,nie umiejace czasami plynnie czytac-byl taki jeden-ale dostali sie do wladzy.To wszystko jest zalosne i tylko szkoda mi tych biednych dzieci ,ktorym od niemowlecia piora mozgi inikt nie moze temu zaradzic.Wychowuja ich na zolnierzykow Boga.Przykre ale prawdziwe.
Pani Bogusiu.
9piątek, 14, czerwiec 2013 11:25
Tomasz Czyżewski
Gratuluję odwagi odejścia z toksycznej grupy. Pani list jest kolejnym dowodem nikczemnych środków jakimi się posługują Świadkowie w celu "nawrócenia", uciekając się do szantażu emocjonalnego. Tak postępuje wielu ludzi (niekiedy np. rodzice wobec dzieci), jednak w sekcie przybiera to formy instytucjonalne. Trzeba się zachowywać podle, ...bo to będzie pożyteczne dla tej osoby. A może nie dla osoby ale organizacji? Machiavelli mógłby pozazdrościć.
Prawda o świadkach Jehowy
10sobota, 31, sierpień 2013 17:01
Karol
Są bardzo dobre książki na temat Świadków Jehowy, których autorem jest znawca tej sekty, Elizeusz Bagiński, karmelita:
"Co katolik powinien wiedzieć o Świadkach Jehowy?" (wyd. 2, 2011) i "Siewcy kąkolu" (wyd. 3, 2012).
A dla bardziej zainteresowanych, jeszcze te 4 pozostałe książki tego znawcy sekty:
"Świadkowie Jehowy. Pochodzenie, historia, wierzenia", wyd. 2 (2004 rok),
"Królestwo Boże w nauczaniu Świadków Jehowy" (1998 rok),
"Świadkowie Jehowy od wewnątrz" (1999 rok),
"Wiara Świadków Jehowy nie prowadzi do zbawienia" (2001 rok).
sw.jehowy
11wtorek, 22, październik 2013 15:49
sc.
duzo napisze na ich temat ale musze troche ochlonac-moj maz przystapil do tej sekty.Codziennie do poludnia glosi,po poludniu zdaje sprawozdawczosc z ilosci odwiedzonch.W domu,w samochodzie ma tak duze ilosci broszur 'straznicy' i innej literatury np.prowadzenie rozmow,skrypty jak postepowac z osoba,ktora chce sie ;nawrocic;jak sie usmiechac ,wygladac zawsze na szczesliwego.W domu nie pomaga,zapomnial ,ze ma zone,dzieci.
Podobaja mi się ŚJ
12niedziela, 24, listopad 2013 21:34
Monika
Dziesięć lat temu zaczęłam studiować Biblię z ŚJ. Chodziłam na zebrania i zgromadzenia, uczęszczałam na studium książki. Moje życie nabrało sensu a codzienne czytanie pisma i stosowanie się do biblijnych nauk uporządkowało wiele spraw w moim życiu.
Po jakimś czasie zmieniłam zdanie ( nowa praca, nowi ludzie, nowe pokusy) i wróciłam do dawnego życia. Po kilku latach przyszedł kryzys psychiczny. Doszłam do wniosku, że świat jest zły, podły a ja tkwię w jego centrum i nic dobrego mnie nie spotkało. Odwiedzałam różnych psychoterapeutów, wróżbitów i jasnowidzów bo bardzo pragnęłam odnaleźć siebie.
Sama odezwałam się do znajomych z organizacji i chętnie wznowiono ze mną studium. Trochę inne niż to pierwsze bo wiele tematów już znałam i nie były mi obce. Jestem jednak mistrzynią w zadawaniu trudnych i niewygodnych pytań. Drążę temat aż do upadłego a studium prowadzą ze mną starsi ze zboru. Nie naciskają, nie proszą nie nakazują, ba nawet nie zachęcają! Traktują mnie przyjaźnie i zawsze mają dla mnie czas. Czuję się dobrze bo moje życie znowu nabiera sensu. Nie chcę mieć do czynienia z innym światem. Tu mam spokój i równowagę. No i oczywiście wierzę w Boga aczkolwiek wiele nauk ŚJ mnie nie przekonuje. I wiecie co? Moim zdaniem to jest właśnie prawdziwa wolność. Jestem szczęśliwa
Pani Moniko
13poniedziałek, 25, listopad 2013 10:06
Tomasz Czyżewski
Podejrzewam, że nie jest Pani łatwo. Dlatego nie chcę Pani odbierać tego spokoju ducha, który Pani osiągnęła. Mógłbym tę sprawę przemilczeć. Jednak myślę, że ten spokój jest chwilowy i wstępując do organizacji "Strażnica" się skończy. Zwłaszcza, że jak czytam ceni Pani sobie wolność. W tej grupie na pewno jej Pani nie znajdzie. Świadkowie będą mili i tak długo będą Panią przekonywać, dopóki Pani będzie chciała z nimi rozmawiać. W rezultacie oni nie będą zmieniać swoich poglądów nawet w minimalnym stopniu, a Pani będzie się przekonywać. W końcu zostanie Pani Świadkiem Jehowy, nie mając prawa do własnych przekonań. Zanim to się stanie, niech Pani zrobi eksperyment i spróbuje przekonać swoich rozmówców do jakiegoś sensownego poglądu, np. biblijnego.
Zaprezentowane na stronie artykuły są bardzo długie, wiem, że ich czytanie może być męczące. Niemniej w Pani sytuacji próbowałbym we wszystkim się zorientować. Są tu opisane praktyki Świadków, o których sami nie powiedzą, ale z czasem musiałaby się Pani o nich dowiedzieć. Polecam te artykuły, ponieważ są oparte na źródłach- w dużej mierze literaturze Świadków. Bez niczyjego nacisku, proszę przeanalizować czy przekonania Świadków są prawdziwe i biblijne. Warto wyrobić sobie zdanie, a potem zapytać głosicieli o trudne fakty.
Warto pamiętać, że nie tylko Świadkowie są religijni i wierzą w Boga.
Podobają mi się ŚJ 2
14czwartek, 28, listopad 2013 08:17
Monika
Wyczułam troskę w Pana komentarzu czy mi się wydawało? :)

Przeczytałam te artykuły, może nie wszystkie ze szczególną uwagą ale na pewno znam ich treść. Rozumiem. że panuje pogląd na to, że sa mili i bombardują miłością na samym początku a później to wszystko się zmienia. Myślę że w każdej grupie nie tylko religijnej może być podobnie. To są tylko ludzie i nie każdy musi się lubić. Szanują siebie nawzajem ale nie z każdym te kontakty muszą utrzymywać na jednakowym poziomie. Nie bardzo mogę zrozumieć dlaczego mieliby się zmienić w stosunku do danej osoby tak od razu po jej przystąpieniu do wspólnoty. To trochę dziwne. Czy nie uważa Pan podobnie? Przecież nie czerpią profitów finansowych z tytułu zwerbowania kolejnego "świadka". Poza tym na spotkaniach ( zebraniach czy zgromadzeniach) spotykam innych ŚJ których znałam dużo wcześniej a są teraz np w innych zborach i oni autentycznie cieszą się na mój widok. Nie mają informacji, że nie jestem jeszcze jedną z nich. Myśli Pan, że mogli się zmówić wszyscy naraz? a potem jak już byłabym ochrzczona to się nie będą cieszyli po długim czasie niewidzenia. Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić. Coś mi tu nie pasuje. Może od nowego członka zboru zaczyna się wymagać i dlatego jest to tak postrzegane. Trochę mi to przypomina zwiedzanie szkoły przed rozpoczęciem nauki. Są dni otwarte, podczas których przedstawiają same pozytywy, uśmiechają się, zachęcają, pokazują co najlepsze a potem człowiek sobie wyobraża, że w tej szkole mają taki system że nauka sama wchodzi do głowy. A to nieprawda.Zaczyna się szara rzeczywistość trzeba się uczyć a nauczyciele wymagają i nie są już tacy mili. My chyba nie lubimy z siebie za dużo dawać. Np w KK nie ma specjalnych wymagań w stosunku do wiernych. Wystarczy pokazywać się raz w tygodniu i w święta. Nic w zamian nie dajemy ( oprócz datków), nikt nas nie sprawdzi czy żyjemy zgodnie z tym co głosi wspólnota. A jeśli czynimy źle to zawsze gdy drgnie nam sumienie można iść się wyspowiadać i to niekoniecznie w swojej parafii. Zresztą nie chodzi mi o porównanie z KK bo to nie ma znaczenia. Nie lubię na nikogo wsiadać, to miał być tylko przykład. Mój własny. Ot, takie tam dywagacje - próba usprawiedliwienia czy też obrony tego co czuję.

W każdym razie - jeśli ktoś zaczyna od nas wymagać to rodzi się w nas sprzeciw. I tu chyba leży pies pogrzebany.

Jeśli chodzi o zasady to rzeczywiście bardzo ich bronią wykorzystując przy tym zdobytą wiedzę często popartą cytatami z biblii nie zawsze odpowiednimi. Robią wszystko by we wspólnocie nie było samowoli - bo zapewne Pan wie - taka samowola rozwali tą wspólnotę. Trzeba naprawdę być rygorystycznym w stosunku do wszystkich ( przykro, jeśli są to bliscy znajomi czy rodzina) aby utrzymać w ryzach taką rzeszę ludzi i zapewnić sprawne działanie organizacji ( a tego nie można im zarzucić są perfekcyjni). I tu mi się wydaje że coś za coś. W wojsku też się trzeba podporządkować. Rozkaz jest rozkaz i nikt przecież nie dyskutuje. Wyobraża Pan sobie, ze ktoś odmówi wykonania rozkazu i nie poniesie konsekwencji?

Jeśli chodzi o sposób ich postępowania, formy wypowiedzi czy próby nawiązania kontaktu wyśmiewane są książki w których krok po kroku napisane jest jak postępować. A może nazwać je instrukcjami, procedurami? Takie przecież funkcjonują w każdej większej instytucji. Są specjalne szkolenia dla handlowców czy telemarketingowców jak rozmawiać z klientem, jak reagować. Rozmawiał Pan kiedyś z działem obsługi klienta w banku, telewizji kablowej czy telekomunikacji? Nie odniósł Pan wrażenia że są dobrze wyszkoleni? Moja córka kiedyś była na takim szkoleniu - istne pranie mózgu. Być miłym, dziękować za czas oczekiwania, uśmiechać się podczas rozmowy, sprawiać dobre wrażenie - byleby np klient wziął kredyt. A potem płacił. ( to też wymagania). Myślę że u SJ jest podobnie. Są szkoleni gdzie, kiedy i jak.Przecież tam jest cały przekrój społeczeństwa, nie wszyscy mają w sobie umiejętności prowadzenia rozmów. Trzeba im pomóc więc po to są podręczniki, żeby Ci ludzie wiedzieli jak, żeby wszyscy postępowali zgodnie.

Z pewnością jeszcze napiszę więcej o swoich porównaniach, przemyśleniach.

Panie Tomku, cieszę się, że trafiłam na tą stronę i mogłam to wszystko przeczytać.

Napisałam, że jestem sympatykiem ŚJ, spotykam się z nimi z własnej nieprzymuszonej woli. Nie wydaje mi się bym nie potrafiła być obiektywna.

Nie jestem pewna czy zostanę w tej wspólnocie, narazie nie mam nawet planów przyłączenia się do niej ( czytaj: ochrzczenia). Chodzę na niektóre zebrania, na wybrane zgromadzenia i na tym poprzestaję. Nie robię kroku dalej bo...tam się wymaga :)

Chciałam tylko zaznaczyć że te spotkania dają mi to dużo radości i wewnętrznego spokoju.

Dziękuję bardzo serdecznie za Pana komentarz. Mam nadzieję, że nie ostatni. Pozdrawiam
Odp.2. P. Monice
15czwartek, 28, listopad 2013 10:03
Tomasz Cz.
Dziękuję za zaufanie. Oczywiście, że się o Panią martwię.
Przechodząc do meritum, chętnie wypowiem się na tematy przez Panią poruszone. Przede wszystkim muszę przyznać, że paradoksalnie, trudno się z Panią nie zgodzić. Pani wyjątkowo celne spostrzeżenia, wywołują jednak wnioski zupełnie inne.
Ad rem.
Zastanawia się Pani jak to możliwe i czy w ogóle prawdopodobne, żeby po chrzcie stała się Pani dla Świadków obojętna. Dużo relacji osób, które tego doświadczyły znajduje się w artykule "Wspólnota może zauroczyć", który prawdopodobnie Pani zna. Zaskakujący ten fakt, próbuje Pani tłumaczyć podobnym mechanizmem jak podczas dni otwartych szkoły, gdzie wszystko jest urocze, piękne, idealne. A dopiero potem kolory tracą swój różowy odcień. Oczywiście, ma Pani rację. Tak właśnie jest ze Świadkami, ponieważ działają według podobnego schematu - trzeba złapać delikwenta, używając wszelkich środków. Pani to usprawiedliwia, a mi się wydaje, że lepiej przed zapisaniem się do takiej "szkoły" (czyt. religii), dobrze się zorientować czy aby to faktycznie prawda, choćby szukając niezależnych źródeł. I znowu muszę przyznać rację, że działanie Świadków podobne jest do szkoły- z wymaganiami, dyscyplinowaniem. Według mnie Towarzystwo Strażnica wie najlepiej co dobre dla swoich członków i nie tylko tego wymaga, ale i egzekwuje. Słowem, traktuje ich jak dzieci.
...Albo żołnierzy, bo to kolejna celna Pani metafora. Porównanie organizacji "Strażnicy" (bo nie każdej) do wojska jest bardzo trafne. Ale czy istotnie Bóg jest wodzem naczelnym, Ciało Kierownicze generalicją, a członkowie szeregowcami gotowymi spełnić każdy rozkaz, w tym oddanie swojego życia (np. odmowa transfuzji krwi) lub poświęcenie swojej rodziny (nawet sama Pani pisze, że z przykrością trzeba się zgodzić na poddanie rygorom rodziny)? Model religii jako wojska dokładnie odpowiada definicji sekty, która może zrobić z członkami co zechce.
W dalszej części usprawiedliwia Pani podręczniki Świadków, które mają na celu szkolić głosicieli. Porównuje to Pani- i znów wyjątkowo trafnie - do szkoleń marketingowców, dla których liczy się wyłącznie zysk. Dla Świadków poniekąd też, choć nie chodzi o pieniądze. Pozyskując kolejnego członka odnoszą korzyść psychiczną. Każdy ze Świadków poświęca olbrzymi kawał życia na szerzenie swojej religii, gdyby mu się nic nie udawało, jego zaangażowanie straciłoby sens. Pozyskanie kogoś nadaje ten sens, a więc jest i zyskiem. Pisze Pani, że szkolenie córki w firmie było "istnym praniem mózgu". Jasne, że tak, ale czy powszechność jego stosowania powoduje, że "pranie mózgu" u Świadków jest nieszkodliwe, czy może raczej równie szkodliwe? A może jeszcze gorsze- pracownicy firm przynajmniej nie robią tego dla Boga.
Podsumowując Pani spostrzeżenia, trzeba przyznać, że są bardzo podobne do moich. Świadkowie Jehowy tworzą szkołę, w której dzieci uczą się być dobrymi, by zasilić potem szeregi wojska gotowego na każdy rozkaz, także wbrew własnym przekonaniom. Taka armia wychodzi na ulicę, by manipulując ludźmi pozyskiwać swoich członków. Czyż nie tak w gruncie rzeczy wygląda Pani myśl na ich temat? Tylko dla mnie mnie dyskredytuje to Świadków całościowo. Jeśli dla Pani są to zalety, to czy rzeczywiście jest jeszcze Pani obiektywna, czy też ten sposób myślenia jest dla Świadków korzystny?
Z Pani postów wnioskuję, że raczej potrzebuje Pani ciepła, życzliwości i bliskości drugiego człowieka, a ponieważ dostaje to Pani od Świadków, musi Pani tolerować ich przekonania. Pod tym względem ich Pani wykorzystuje, ale trzeba pamiętać, że oni to wiedzą i pozornie dadzą się wykorzystać, a faktycznie Panią zmanipulują.
Dyskusja z Panem Tomkeim
16sobota, 30, listopad 2013 22:03
Monika
W kategorii psychomanipulacja zamieszczacie Państwo szereg artykułów na temat ŚJ. Zastanawiam się dlaczego tylko tej grupie. Czyżby jako jedyni manipulowali swoimi członkami? Zastanawiam się również dlaczego tyle jest nienawiści akurat do nich. Na wielu forach można spotkać wypowiedzi na ich temat - oczywiście niepochlebnych. Z kim lub z czym ludziom się kojarzą wyznawcy tej religii? Co w nich jest takiego, że budzą tyle emocji. Czy ta (nie)codzienna ich natarczywość?. Nie lubimy jak ktoś nas do czegoś namawia, zachęca, proponuje? Pomijając fakt, że jestem ich sympatykiem to na codzień raczej nie spotykam ŚJ. Rzadko kiedy na ulicy ktoś mnie zaczepi. Raz w roku może zapuka do drzwi. Nie czuję się przez nich osaczona i spośród moich "cywilizowanych" znajomych również nikt nie ma takich odczuć. Zapewne zdarzają się wypadki uporczywego nękania ale nie sądzę by było to nagminne. Może ich wszędobylstwo jest drażniące? No ale jak mają przekazać swoje orędzie? Muszą wyjść do ludzi i o tym opowiedzieć.
Na podstawie wypowiedzi byłych ŚJ można rzeczywiście utwierdzić się w przekonaniu, że organizacja to wielkie zło. Ale który były członek jakiejkolwiek organizacji będzie wypowiadał się o niej w samych superlatywach. A tym bardziej jeśli z tej organizacji zostanie wykluczony. Nie jestem psychologiem ale to chyba naturalny mechanizm, któremu podlega człowiek.
Jeżeli organizacja stawia wymagania równe wszystkim swoim członkom a ktoś nie potrafi się podporządkować to przestaje być członkiem tej organizacji. Ma wolną wolę - to jego wybór bo przecież zna zasady.
W jednym z artykułów poruszacie Państwo sprawę ubioru. Proszę się chwilę zastanowić jak odebrał by ktokolwiek orędzie od ŚJ gdyby ten miał różowe leginsy i zielonego irokeza. Czy potraktowano by takiego głosiciela poważnie? Czy nie uczono nas, że strój jaki nosimy wyraża nas i nasz stosunek do innych? Dlaczego wobec tego zakłada się pracownikom lub uczniom jednakowe uniformy? Dlaczego pani w banku musi mieć białą bluzkę a pan Panie Tomku idąc na ważne spotkanie z pewnością ubierze się w garnitur? Czy nie jest to wyraz szacunku dla drugiej osoby? Co złego jest w tym by zwrócić członkom swojej organizacji uwagę na strój? Mają być przykładem dla wszystkich a ich ubiór świadczy o nich i o tym jakie prawdy niosą swoim głoszeniem.
Sprawa spotkań, zebrań, zgromadzeń czy głoszenia.Czytam stwierdzenia jakie to męczące jak bardzo wypełnia czas. Jeden ze starszych nie miał go nawet dla rodziny. Gdybym wierzyła we wszystko co czytam i nie miała własnego rozumu z pewnością bym pomyślała że to straszne. Biedny człowiek. Na szczęście posiadam umiejętność wyciągania własnych wniosków i moje zdanie w tej kwestii również będzie odmienne. Znam korporację zupełnie nie związaną z działalnością religijną, która odbiera swoim pracownikom prywatny czas na różne sposoby. Nawet niektóre wydawałyby się przyjemne - spotkania integracyjne, wyjazdy na szkolenia, w delegacje, praca po godzinach czy w weekendy. A wszystko pod groźbą jej utraty ( czyli wykluczenia). I tu nie mówi się otwarcie o psychomanipulacji. A wiem że ludzie są zastraszeni terminami, układami. relacjami, rubrykami w arkuszu kalkulacyjnym, wynikami. Za kasę oczywiście jak to Pan ostatnio zauważył. Różnica pomiędzy pracownikiem korporacji a ŚJ jest taka, że ten pierwszy robi to po to by przeżyć a drugi po to by mogli ( według niego) przeżyć inni.
Pomijając tych świadków, którzy zostali wykluczeni, tych, którzy sami odeszli, tych którzy tkwią w organizacji bo nie mają innego wyjścia, tych którzy miotają się sami ze sobą ( i wcale nie trzeba być ŚJ, żeby się miotać) to proszę mi wierzyć, że Ci ludzie są szczęśliwi, żyją godnie i zgodnie. Mają cel i nadzieję na przyszłość ( jakakolwiek by ona nie była). To co robią nie robią z musu tylko z potrzeby serca. To co głoszą to nie tylko wytyczne Ciała kierowniczego ale ich przekonania ( nieważne czy wpojone) bo oni naprawdę w to wierzą. Trzeba ich poznać i dopiero o nich pisać. Łatwo zepsuć im wizerunek na podstawie wypowiedzi tych osób które już nie są z nimi związane lub odwracając wszystko do góry nogami i wypominać strój, głoszenie, ilości godzin czy inne rzeczy
Może uda się Panu znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania z początku mojego dzisiejszego komentarza. Jestem ciekawa dlaczego aż tyle uwagi poświęca się tej grupie. Moim zdaniem jest szereg innych bardziej niebezpiecznych, które prawnie funkcjonują ( choćby organizacja ks. Rydzyka).
Panie Tomku Jakie jest Pana zdanie?
ODP: TEMAT MANIPULACJA
17wtorek, 03, grudzień 2013 09:04
MYCHA
AAAAAAAAALLLE BZDURY! NIKT NIKOGO NIE ZMUSZA DO WIARY, KAZDY MA SWOJE RACJE PRZEMYSLENIA, CO TAK JAK Z PLANETAMI NAJPIERW PODOBNO SLONCE SIE KRECILO WOKOL ZIEMI A TERAZ CZEMU PIEPRZA CO INNEGO ZA KILKA LAT SIE OKAZE ZE ZIEMIA JEST W KSZTALCIE KWIATKA, KIEDYS BYLA PLASKA, TERAZ KULA ......RZYGAC SIE CHCE....TAKIE PISANKO TO CHYBA Z NUDOW.....PUBLIKUJECIE
:)
18wtorek, 03, grudzień 2013 09:06
MYCHA
isorka za literowki
Odp. P. Monice 3
19piątek, 06, grudzień 2013 09:05
Tomasz Cz.
Nie sądzę by dyskusja z Panią n/t ŚJ miała sens. Widzę, że jest Pani zachwycona tą grupę i moje argumenty do Pani nie przemawiają. Chyba nie ma Pani żadnych wątpliwości.
Dlaczego zająłem się Świadkami? Być może dlatego że są najpopularniejszą w Polsce sektą i wobec tego najbardziej niebezpieczną. Uważa Pani, że są bardziej niebezpieczne, np. "organizacja ks. Rydzyka". Nie wiem na jakiej podstawie tak Pani uważa, ja natomiast wiem, że odmowa transfuzji krwi jest znacznie groźniejsza niż głos w radio. Co roku (http://watchtower.org.pl/forum/topic/2249-transfuzja-krwi-w-liczbach/), dokonuje się w Polsce ok. 1.500.000 transfuzji, w innym miejscu przeczytamy, że ok 2 mln (http://www.rynekzdrowia.pl/Medycyna-ratunkowa/Mlodzi-Polacy-coraz-chetniej-oddaja-krew-ale-honorowych-dawcow-jest-wciaz-za-malo,123439,26.html). Jeśli zestawimy to z faktem, że w Polsce jest ok. 400 tys. zgonów rocznie (http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/L_podst_inf_o_rozwoju_dem_pl_do_2012.pdf) obliczymy, że na jednego statystycznego Polaka w ciągu życia przypadają 4 transfuzje. Ile statystyczny chory potrzebuje transfuzji niestety nie wiem- zapewne więcej niż 4. Faktycznie jednak 1 pacjent na 10 w szpitalu otrzymuje przetoczenie krwi. Można zasadnie przypuszczać, że większość z nas stanie przed dylematem transfuzji, a skoro tak, to i większość Świadków Jehowy, którym się tej procedury zabrania. Utrzymuję, że choć są to najczęściej mili i uśmiechnięci ludzie, to jednak jest to bardzo niebezpieczna sekta.
koniec ciągu dalszego
20piątek, 06, grudzień 2013 20:18
Monika
ak to jest z tym dialogiem, czy zawsze i z każdym ma on sens? Dialog wymaga dwóch stron, co prawda stojących na odmiennych stanowiskach, ale jednak otwartych na wzajemne argumenty. Organizacje totalitarne- do jakich można zaliczyć sekty- stoją na stanowisku, że tylko one znają prawdę, inni mają prawo co najwyżej się z nimi zgodzić. Czy tak jest ze Świadkami Jehowy?

Panie Tomku myślałam, że jest to strefa dialogu. Miałam nadzieję na interesującą polemikę. Pan ma swoje racje ja swoje i nikt nikogo nie chce do niczego przekonywać. Myślałam, że w końcu trafiłam na kogoś kto nie tylko przedstawi swoją opinię ale wniesie ciekawe informacje do dyskusji. Bo przecież pytań i wątpliwości jest wiele.
No szkoda.
Chyba nie umiemy rozmawiać
:)
21piątek, 06, grudzień 2013 20:19
Monika
Ale dziękuję uprzejmie za poprzednie komentarze
Odp P. Monice 4
22niedziela, 08, grudzień 2013 14:59
Tomasz Cz.
Trochę mi Pani ćwieka zabiła ostatnim postem... Widzę, że jest Pani rozczarowana moim, może zbyt obcesowym, zakończeniem naszej ożywionej dyskusji.
Istotnie dialog nie jest moim zdaniem wartością samą w sobie. Zatem niekiedy on nie ma sensu. Jak Pani słusznie zauważyła, do tego są potrzebne dwie strony otwarte na wzajemną argumentację. Faktycznie Świadków Jehowy zaliczam właśnie do organizacji totalitarnych. O ile kiedyś wielokrotnie z nimi rozmawiałem, to jednak w wyniku pozorowania przez nich dyskusji, zrezygnowałem z tego. Uważam, że z sekciarzem można się porozumieć, ale tylko wtedy gdy nie jest w swojej sekciarskiej roli, a więc raczej nie podczas tzw. "pracy polowej".
W Pani przypadku było trochę inaczej. Uważam, że ma Pani w zasadzie dość dobre rozeznanie w charakterze organizacji "Strażnicy", o czym już pisałem, czyli jest swego rodzaju wojskiem, albo szkołą dla dorosłych, którym trzeba dyktować co mają robić. Przy czym dla Pani nie ma nic w tym złego. Zaskakuje mnie to usprawiedliwianie- to jednak jest Pani zdanie i ja mogę się z nim tylko pogodzić. Dlatego uważałem dyskusję za zamkniętą. Może się myliłem. Jeśli istotnie ma Pani wiele "pytań i wątpliwości", chętnie o tym porozmawiam. Sądziłem bowiem, że ich Pani wcale nie ma, bo wyczytywałem z Pani słów jedynie usprawiedliwianie działań Świadków.
Inny problem to jest niesamowicie rozciągające się komentarze pod pierwszym artykułem niczym na forum. Zapewne formuła komentarzy nie jest najlepsza. W związku z ostatnim postem, gdzie Pani wyraziła chęć kontynuowania dialogu, chętnie podejmę znowu naszą rozmowę, ale proponuję przenieść naszą dyskusję do odpowiednich artykułów. Przykładowo, zastanawia się Pani dlaczego ładne ubieranie się Świadków zaliczam do metod sekciarskich- zatem podyskutujmy o tym tam, gdzie o tym jest mowa, w tym wypadku "Sympatyczni i radośni". Generalnie też wszystkich czytelników namawiam do takiego rodzaju komentowania, co pozwoli merytorycznie wyjaśnić kwestie zbyt zawiłe, a może nieprecyzyjnie przekazane.
Światkowie Jehowy
23piątek, 27, grudzień 2013 14:40
Andrzej
Moją żona jest światkiem brak mi argumentów by ją odsunąć od tej sekty.Biblia Jana Pawła II mówi to samo co biblia światków.Tłumaczenie mojej żony jest logiczne,zgadza się z tym co tam pisze a nie co głosi kościół.Może ja coś nie rozumie.Może ktoś da mi argumenty że światkowie to sekta i nie mają racji.Pozdrawiam.
Panie Andrzeju
24środa, 01, styczeń 2014 12:41
Tomasz Cz.
Współczuję Panu. Bezradność, której Pan doświadcza na pewno jest bardzo trudna do wytrzymania. Niestety jest mało prawdopodobne, że Pan przekona żonę o jej błędzie. Na tym właśnie polega sekta, że wyznawcy są zamknięci na różne sposoby przed argumentami spoza sekty. Jeśli chce Pan się dowiedzieć o sekciarstwie ŚJ, proszę przeczytać wszystkie artykuły na portalu na ten temat. To jest właśnie o psychomanipulacji ŚJ.
W sprawie rzekomej biblijności ŚJ, musi Pan wiedzieć, że są tysiące mniej lub bardziej licznych grup chrześcijańskich lub odwołujących się do Biblii i każda z nich twierdzi, że najlepiej interpretuje Pismo Święte. I to jest naturalne. Każdy z nas uważa, że ma najlepsze poglądy- gdyby było inaczej, zmieniłby je. Gorzej, że żona uznaje ten fakt tylko wobec ŚJ, nie dostrzegając, że inni mają też prawo tak uważać.
Byłem świadkiem Jehowy - Stop ostracyzmowi!
25piątek, 10, styczeń 2014 12:40
Jacek Zahorski
Wśród świadków Jehowy spędziłem 25 lat swojego dorosłego życia. By nie czuć się częścią "matrixa", aby samodzielnie kierować swoim losem, razem z żoną podejmowałem trudne decyzje, a przeżycia z nimi związane upoważniają mnie do stwierdzenia, że Świadkowie Jehowy są jedną z najbardziej radykalnych społeczności religijnych, nietolerancyjnych, despotycznych, prowadzących do destrukcji rodzin.

Przyczyny odejścia opisałem na stronie www.jw-ex.pl
jak żyć ze świadkiem?
26wtorek, 04, luty 2014 00:17
Wuwu
Witam,
trafiłam na ten portal ponieważ poznałam mężczyzne, który chce zostac swiadkiem. Jest cudownym facetem i mysle ze moglibysmy byc razem szczesliwi. Zakochalam sie w nim i bardzo mi na nim zalezy. Poczatkowo niewiele wiedzialam na temat tej wiary teraz troszke sie w to zaglebiam poniewaz staje sie to problemem nie do przeskoczenia. jestem tolerancyjna i niczego mu nie zabraniam ale on narzuca mi swoje poglady i mowi bardzo przykre rzeczy. nie przeklina ale uzywa taki slow ktore rania jeszcze bardziej. mamy po 30 lat jestesmy doroslymi ludzmi ale on zachowuje sie jak fanatyk. kocha mnie i podobam mu sie ale wstyd mu za mnie przed innymi swiadkami bo rzucam sie w oczy i jestem "zbyt wyzywajaca" chce mnie odsunac od mojej rodziny i niby dyskretnie ale coraz bardziej dyktuje warunki. nie zostal jeszcze swiadkiem i z tego co wiem jeszcze zbyt szybko nim nie zostanie bo "musi jeszcze duzo nad soba pracowac" ale ciagle slysze Bog, wiara, biblia...jest w stanie zostawic mnie w ulamku sekundy "dla Boga" ale chce mnie uszczesliwiac a rani a nawet twierdzi ze to ja go do tego zmuszam.potem przeprasza twierdzac ze byl pod wplywem szatana albo ze to moja wina ze mi ubliza...moglabym tak jeszcze sporo wymieniac ale prosze powiedzcie mi czy da sie zyc z takim czlowiekiem? czy mozna w jakis sposob uswiadomoc mu ze to fanatyzm? tak bardzo mi na nim zalezy ale nie wiem co ja jeszcze moge zrobic a juz tak mnie zniechecil ze napewno nie dolacze do grona swiadkow...prosze o pomoc i jakiekolwiek opinie ludzi ktorzy zyli lub zyja w takich zwiazkach czy to ma sens? czy dam rade?
jak żyć ze świadkiem 2
27wtorek, 04, luty 2014 01:56
Wuwu
właściwie to już nie potrzebuje odpowiedzi. juz uslyszalam ze jestem grzechem i nic nie znacze i gowno warte sa moje lzy bo Jehowa jest wazniejszy. Dzieki temu uswiadomilam sobie jak ktos wazny moze byc bezwzgledny i okrutny i juz nie chce miec nc wspolnego nigdy z ta sekta...
świadkowie
28sobota, 19, lipiec 2014 18:14
monika
Oni nie są cudownymi ludzmi..to tylko pozory...Tam nie ma miłości tylko jest obojętność na drugiego człowieka...jak chodzisz na zebranie[nie bedąc śj,to jest o.k],ale tylko nie chodz na te ich zebrania,to ci dzień dobry na ulicy nie powiedzą..co za odłuda...albo usłyszałam od jednego z członków zboru,"tęsknimy za tobą:a ja się pytam ..kto tęskni..??? Pies ze złamaną nogą..obłudnicy i oszuści...nie dajcie się w ciągnąć w ich gierki...to są chorzy ludzie..myślą że ich religia jest naj..naj...a to nie prawda..wyśmiewają sie z inych religii..a sami mają belki w oczach....Pozdrawiam.!!! Monika.!!
]

]

Loading

Znajdź nas na facebook'u