Opinie


Pozytywne przejście najgorszego w życiu kryzysu lub przemiana swojej trudnej sytuacji są nie do przecenienia. Niektórzy nasi klienci czują potrzebę podzielenia się doświadczeniem swojego udziału w Pracowni Dialogu. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni! Takie relacje są dla nas nieocenionym wsparciem i jeszcze bardziej motywują nas do tej niełatwej pracy. A jednocześnie następni klienci mogą się przekonać, że nie tyko nie są sami w swoich trudnościach, ale też jest dla nich nadzieja.

Oczywiście, nie każdy musi mieć ochotę na publikowanie swojej bardzo przecież osobistej historii. Nikt nie powinien czuć się do tego zobowiązany. Zwracamy też uwagę by pisząc swoją opinię, koniecznie zmienić wszystkie dane, które mogłyby pozwolić na zidentyfikowanie osoby piszącej.

Wszystkich Czytelników, którzy mieli kontakt z Pracownią Dialogu zapraszamy do wyrażenia swojej opinii.

Share on Facebook
Comments (10)
Pokonać depresję i gniew
1poniedziałek, 07, marzec 2011 13:20
E.S.
"Ciągle zapominamy, że człowiek nieustannie musi korzystać z pomocy innych ludzi." - Mikołaj Gogol.
Do gabinetu Pana Tomasza Czyżewskiego trafiłam po niemal rocznym okresie stosowania leków antydepresyjnych. Miałam orzeczoną depresję sytuacyjną, która wciąż uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie. Moja życiowa sytuacja była złożona - przebyta niedawno operacja kręgosłupa i długa rekonwalescencja, brak pracy, no i burzliwa sytuacja rozwodowa. Mimo farmakologicznego leczenia wciąż powracały silne lęki i głębokie psychiczne "doły". Równolegle gniew, z którym nie potrafiłam sobie poradzić, którego nie umiałam zaakceptować, nie znajdowałam dla niego ani upustu, ani nie potrafiłam się go pozbyć. Z tym "świętym gniewem", jak go teraz nazywam, czułam się złym człowiekiem. Jednocześnie stany lęku i gniewu sprawiały, że dla najbliższych - dla synów stałam się "trudną matką". Wiem, że bali się o mnie, ale nie bardzo wiedzieli jak mi pomóc. Najgorsze były lęki - tak silne, że wiodły do myśli ostatecznych... Zwróciłam się o psychoterapeutyczną pomoc, gdy uświadomiłam sobie, że nie zdołam walczyć z tym stanem sama.
Już pierwsza wizyta u Pana Tomasza utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja decyzja o podjęciu psychoterapii była słuszna. Pan Tomasz okazał się być nie tylko świetnym specjalistą, ale i człowiekiem pełnym niekłamanej empatii, zrozumienia i ogromnego taktu. Pamiętam pierwsze pytanie: "Czego pani oczekuje od psychoterapii"? Odpowiedziałam, że chcę uwolnić się od gniewu. W taki oto sposób rozpoczął się dialog mój z psychoterapeutą i mój ze mną samą. Mogłam krok po kroku docierać do przyczyn i mechanizmów silnych emocji, które wdarły się w moje życie. Gniew okazał się być maską dla uczuć, których nie akceptowałam, takich jak poczucie osamotnienia, smutek, żal, strach... Nauczyłam się z tymi uczuciami "komunikować", świadomie do nich docierać, dawać im upust i stopniowo uwalniać się od gniewu. Uwolniłam się też od silnych napięciowych bóli karku - pojawiały się wciąż wraz ze wspomnianym gniewem.
Docieranie do źródeł moich problemów nie było łatwe, ale terapia sprawiła, że wiele odmieniło się we mnie - gniew, o ile się pojawia, ustępuje szybko i nie determinuje moich reakcji i społecznych relacji. Komunikowanie się ze smutkiem, osamotnieniem i lękiem pomogło mi te emocje "oswoić". No i to co bezcenne - od dawna nie muszę korzystać z leków antydepresyjnych, z leków obniżających napięcie mięśniowe. Te środki przestały być niezbędne do życia.
Nadal zmagam się z wciąż nieuregulowaną sytuacją życiową, ale znacznie lepiej radzę sobie ze sobą. Lepszy też stał się kontakt i komunikacja z synami. Wcześniej czułam się winna, że mimo woli komplikuję ich życie i świat ich emocji.
Zrozumiałam też to, co posłużyło za motto mojej wypowiedzi. Wcześniej samodzielne radzenie sobie w każdej sytuacji bez niczyjej pomocy, uważałam za coś godnego, wartościowego, chwalebnego. Sięganie po pomoc w moim mniemaniu było wyrazem słabości. Dzisiaj wiem, że byłam w błędzie, dlatego wielokrotnie powtarzam myśl Mikołaja Gogola.
Przetrwałem rozwód
2czwartek, 02, czerwiec 2011 20:28
M.P.
Szanowni Państwo! Pragnę podzielić się z Wami swoim doświadczeniem, które w dość szczególnym momencie mojego życia okazało się niezwykle ważne.
Przechodząc do konkretów chciałbym podkreślić, że w zasadzie w każdej sytuacji życiowej, bez względu na to jak by nie była krytyczna i ciężka, bolesna i przybijająca, jest pewne, właściwe rozwiązanie. Niestety najczęściej, będąc w kryzysie nie potrafimy jego odnaleźć. Co gorsza, zdajemy się sami na siebie, swoich znajomych, rodzinę i innych bliskich lub nawet korzystamy z niekonwencjonalnych środków, jak wróżki czy podobne zwodzące nas paskudztwa. Generalnie prowadzi to do coraz głębszej destrukcji. Uważam, że powodem pogłębiającego się kryzysu wewnętrznego i w skutkach pogarszającej się jakości życia, w przeróżnych jego dziedzinach, jest brak odpowiedniego przygotowania do rozwiązywania trudnych sytuacji życiowych.
Jak na wstępie zaznaczyłem, osobiście przeszedłem szalenie traumatyczne doświadczenie, akurat w moim przypadku otrzymując pozew rozwodowy... i to od własnej żony ;) W tamtym momencie czułem się dosłownie jakby mi się cały świat zwalił na głowę. Nie będę opisywał co czułem, bowiem nie o to tu chodzi, jednak zapewniam, że nie widziałem żadnego wyjścia, żadnego światełka w tunelu, to miał być już zupełny koniec wszystkiego. Dzięki Bogu trafiłem do Tomka i Przemka, którzy profesjonalnie zajmują się ratowaniem istnień, robiąc małe cuda, aby nie tylko uratować kogoś, ale także przywrócić mu radość życia, odnaleźć sens dalszego istnienia!!
Jak wracam myślami do naszych pierwszych spotkań, to mam do siebie szczery żal, że wcześniej do nich nie trafiłem. Często zadawałem sobie pytanie z jakiego powodu nie zwróciłem się do Tomka i Przemka wcześniej i doszedłem do wniosku, że przyczyną tego była ignorancja i wiara we własne siły, także wstyd, że trzeba się obnażyć z własnych prywatnych spraw. Wielu wydaje się, że do terapeuty trafiają ludzie, którzy są w jakiś sposób gorsi, jednak to nie jest prawdą. W mojej ocenie do terapeuty powinien trafiać w zasadzie każdy, ponieważ profesjonalna ocena osobowości, nieporozumień wszelkiego rodzaju itp., wskazuje na właściwe sposoby rozwiązywania konfliktów i innych nieszczęść, które są codziennością każdego człowieka! Jedynie sposoby ich rozwiązywania są dwojakie: właściwe i niewłaściwe.
Wiem, że jeżeli wcześniej bym ich odnalazł to zaoszczędziłbym wiele zdrowia, fizycznego i psychicznego, które później bardzo długo regenerowałem, co dziwne okazało się, że także zaoszczędziłbym wiele pieniędzy... ;). Jak wspomniałem, ja także w pierwszej fazie potwornego kryzysu opierałem się na laikach, którzy mimo dobrych chęci motali moim życiem i niestety popadałem w głębszą destrukcję.
Tomek i Przemek wykonując obiektywną, profesjonalną ocenę sytuacji (mają świetne kwalifikacje specjalistyczne oraz duże doświadczenie w udzielaniu skutecznej pomocy złamanym przez życie) dają jasne wskazówki. Naprawdę pomagają przejść, z podniesioną głową, przez najgorsze chwile naszego życia. Na zakończenie pragnę podkreślić, że celem mojego apelu do Państwa są jedynie dwie kwestie: chociaż częściowe spłacenie długu wdzięczności za to, co dla mnie zrobili Tomek i Przemek, i co ważniejsze, zapobiegnięcie lub zniwelowanie Waszego cierpienia i odebranie mu niszczycielskiej mocy, a w konsekwencji powrotu na właściwą ścieżkę życia pełną radości nawet z byle czego, takiej najprawdziwszej.
Ps. Dziś się sam sobie dziwię, że po tym wszystkim, znowu stałem się żartownisiem i kawalarzem, pełnym wiary i nadziei optymistą!!! W ogromnej mierze to właśnie zasługa Tomka i Przemka!! Z głębi serca, życzę Wam wszystkim powodzenia.
Sama się starałam
3czwartek, 08, grudzień 2011 20:30
Anna

Akceptacja, z którą spotykam się z Panów strony dodaje mi siły do dalszej pracy nad naszym związkiem. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Dzięki Waszej pomocy nauczyłam się jak nie walczyć z moim mężem, zrozumiałam, że nie musi być zawsze tak jak ja chcę! Na pewno praca, praca, praca, ale nad sobą. To znacznie mniej nerwów, niż na siłę zmieniać partnera. Jest OK. Mówiąc szczerze, naprawdę staram się i nie chwaląc się, nawet mi wychodzi. Ja staram się więcej milczeć, więcej chwalić Andrzeja* (męża), bardziej go doceniam i mówię mu o tym. Oznacza to, że Andrzej jest (myślę) zadowolony. Zdarza się, że nawet mi za to dziękuje kiedy zwrócę mu uwagę, aczkolwiek robię to o wiele rzadziej. Generalnie jest dobrze, do ideału na pewno nam brakuje, ale jest lepiej. Ja naprawdę wyluzowałam i poprzez to jest spokojniej. To jeżeli chodzi o mnie, Andrzej jest jaki jest. Nie ukrywam, że mam pewne oczekiwania co do zmiany w jego postępowaniu. Ale powoli, starając się sama, tym samym zachęcam Andrzeja do bycia lepszym. Już widać efekty.

Wsparcie w kryzysie
4środa, 05, wrzesień 2012 20:32
A.K.
...Nie mam konkretnego tematu. Jednak poprzednie tematy (innych opiniujących) odnoszą się też i do mnie. Nie będę opisywał jednak swojego problemu, bo jest to temat bardzo rozległy i czasu by brakło, a i serwery by być może nie wytrzymały, ale przerabiałem (i przerabiam jeszcze) to, co w temacie zawarte. Przymierzałem się dość długo by tu napisać, by wyrazić swoją opinię na temat wykonywanej pracy Tomka i Przemka. Długo dlatego, że nie znajdowałem sposobu jak wyrazić ich skuteczność w tym co robią i nadal nie wiem. Samo - "super fachowcy", czy "polecam" - to zdecydowanie za mało.
Znam się z Tomkiem od grubo ponad roku, do niego właśnie zgłosiłem się z prośbą o pomoc. Przemka poznałem nieco później. Obaj panowie są właściwymi ludźmi na właściwych miejscach. Tomek jest profesjonalistą w każdym calu, uważam Go za dobrego psychologa, człowieka potrafiącego słuchać, wyciągać stosowne wnioski i udzielać prawidłowych i obiektywnych porad. Skupia się on na swojej roli, na zadaniu, które ma do wykonania. Jestem pewien, że każdy kto się zgłosi do tych panów nie poczuje niesmaku, wychodząc od nich. Wręcz przeciwnie, ja ciągle odczuwam potrzebę "wpadania" do nich co i robię jeszcze od czasu do czasu.
Co zaś do Przemka, którego poznałem trochę później - jest to również człowiek posiadający odpowiednie kwalifikacje do pomocy ludziom z problemami. Jest przy tym człowiekiem z poczuciem humoru. Panowie tworzą taki klimat, że chce się do nich wracać, że z każdej wizyty na wizytę znajdując się wśród nich, człowiek czuje się na luzie, jakby było to zwykłe spotkanie ze znajomymi, staje się bardziej otwarty, a zarazem czuje, że może powiedzieć to, czego właśnie znajomym by nie powiedział - zawsze wychodząc od nich, odczuwałem poprawę nastroju i patrzyłem na swoje problemy inaczej, a uwierzcie mi, przeszedłem i przechodzę dramat, aczkolwiek dzięki nim właśnie o wiele łagodniej.
Uważam, iż pomogli mi bardzo dużo. I jedna moja rada - bądźcie szczerzy. Tomek z całą pewnością wychwyci w Was dużo, w sumie i o to też chyba chodzi, bo dzięki nim można poznać i siebie samego, a uwierzcie mi - nie znamy się sami chyba tak naprawdę, dostrzegamy swoje plusy, a minusów staramy się nie zauważać. Obaj panowie właśnie pomogą spojrzeć na siebie samego (na bliskich również) z innej perspektywy. Polecam ich zdecydowanie ludziom szukającym pomocy. Myślę, że niewielu jest specjalistów w tej dziedzinie w naszym okręgu, a jeśli są, to z całą pewnością Tomka i Przemka można zaliczyć do tych z górnej półki. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego będącym w potrzebie uzyskania pomocy samym sobie jak i swoim najbliższym.
Terapia dla dwojga
5poniedziałek, 25, marzec 2013 18:54
Pacjentka M.
Jestem mężatką z krótkim stażem, dość późno zdecydowałam się na podjęcie życia we dwoje. Nie minęło kilka miesięcy od ślubu, a przygniatające poczucie "zamknięcia", "braku perspektyw" i "wszechobecnego przygnębienia" zagościło w mojej głowie. Myślałam, że już nic emocjonującego nie wydarzy się w moim życiu, a początek naszej wspólnej drogi jawiło mi się jako zakończenie wszystkiego co ekscytujące. Inaczej wyobrażałam sobie życie w małżeństwie. Z powodu braku możliwości porozumienia się z mężem, przeżywałam olbrzymią frustrację. Czułam się niezrozumiana, nieważna, niedoceniana i niewysłuchana. Do tego praca w innym mieście, praca, której nie znoszę, a której na tym etapie nie mogę zakończyć, ani zmienić. Do tego niedawna przeprowadzka z miejsca, w którym się urodziłam, do domu męża, do innego świata, do innego miasta. Uginałam się i zaczęłam szukać pomocy u specjalisty.
Oczywiście, obawiałam się, że mieszkając w małej miejscowości i szukając pomocy psychologa wszyscy dowiedzą się o moim, naszym, problemie i będę zmuszona do życia w poczuciu wstydu. Kiedy trafiłam do gabinetu Pana Tomka, pomyślałam, że spróbuję. Przekonałam się, że mogę liczyć na dyskrecję i pomoc. Obawiałam się otwierać i dzielić się problemami z nieznajomym "facetem", ale pan Tomek okazał się niezwykle wyrozumiałym słuchaczem, nieoceniającym, i jednocześnie dającym mi poczucie, że to co przeżywam jest ważne, że mam prawo do wszystkich uczuć i nie muszę się wstydzić, że "czuję, to co czuję".
Po kilku sesjach zdołałam namówić męża, żeby dołączył. Myślałam, że jak "połówka" pojawi się na sesjach, wszystko się poukłada. Ale tak naprawdę dopiero wtedy zaczęłam uświadamiać sobie, co to znaczy nasz związek, że moja "połówka" to nie "połówka" tylko oddzielny "byt". W trakcie terapii zaczęłam dostrzegać jak różni jesteśmy, że nasze światy łączą się ze sobą w jakimś punkcie, a reszta to dwa odmienne życia.
Dlaczego o tym piszę? Nie uświadomiłabym sobie tego, gdyby nie pomoc Pana Tomka. Dzięki naszym spotkaniom, pomału, krok po kroku, odkrywałam tajemnicę, jakim jest życie z moim mężem, a Pan Tomek przeprowadzał nas przez to poznawanie subtelnie i z olbrzymim wyczuciem.
Jak jest dziś? Zwyczajnie, bez fajerwerków, bez szczytowych emocji, przetrwaliśmy kryzys. Odzyskuję swoje "ja" w naszym "my". Mam szczęście, że mąż przychodził na spotkania, chociaż czasem było to dla niego wyzwaniem. To otwieranie się nawzajem przed sobą, omawianie wielu spraw, czasem naprawdę krępujących, pokazało mi, jakim człowiekiem jest ten mężczyzna, z którym zdecydowałam się żyć i że jest inny niż sobie wyobrażałam. Dziś akceptuję mojego nowego męża, którego odkryłam podczas terapii. Ciepłe uczucia również wracają i po wielu burzach, które nas nachodziły, stają się coraz trwalsze. Teraz jak patrzę na swoją sytuację, widzę jasno, że miałam prawo być zdruzgotana, osamotniona, niezrozumiana i uginać się pod ciężarem wielu zmian, które jednocześnie zafundowałam sobie w życiu. Przed terapią wiele oczekiwałam od siebie, od życia, od męża, ale wcale nie było to dla mnie takie oczywiste. Gdyby nie pomoc Pana Tomka, wciąż obwiniałabym męża za "szkody" w swoim życiu. Dziś uświadamiam sobie, jak ważna jest moja rola w byciu autorką swojego życia. I choć to bardzo trudne, próbuję znajdować w sobie siłę, żeby stawiać czoło wyzwaniom, które wiążą się z decyzjami, które podjęłam jakiś czas temu.
Czy warto było przejść tę drogę? Czy poleciłabym z ręką na sercu gabinet Pana Tomka? Czy gdyby po raz kolejny pojawiły się problemy, zwróciłabym się do Pana Tomka o pomoc? Tak. Tak. Tak.
Rozwód, który okazał się szansą
6środa, 03, lipiec 2013 09:08
B.
Rzecz dotyczy Indian. Zdarza się u Indian, że mężczyzna po osiągnięciu wieku dojrzałego odwraca się od swojej żony i odchodzi do innej. Oczywiście kobiety te przeżywają żal, ból rozstania ale nie jest to poczucie opuszczenia. Przyjmują postawę aktywną. Zwracają mężowi wolność i same stają się wolne. Nie wymazują niczego z ich wspólnych lat. Nowego związku ich męża nie można porównać z ich związkiem, jest to coś zupełnie nowego. Nie umniejsza to wartości tych kobiet. Żyją one w poczuciu, że w miłości jest tak jak w przyrodzie, jest stawanie się i przemijanie. I nie zadręczają się poczuciem winy.
Sytuacja z naszego punktu widzenia jest nie do przyjęcia, jednak podejście indiańskich kobiet do własnej osoby i do możliwości samorealizacji może imponować. U nas koniec małżeństwa to szukanie winnego, błędów, wzajemne urazy, walka o dzieci, a przede wszystkim ogromne poczucie utraty własnej wartości.
Nie chciałam powielić standardu. Nie chciałam się zadręczać tym, na co i tak nie miałam wpływu.
Zadzwoniłam wiec z prośbą o spotkanie do Pana Tomasza. Nie wiedziałam, jak w bardzo trudnym momencie, jakim jest rozwód postępować mądrze, rozważnie, oddzielać emocje od faktów. Wobec braku doświadczenia w tej kwestii ;) błądziłam między prawdą, własnymi domysłami, podpowiedziami "życzliwych". Tak naprawdę byłam jednak sama z problemem.
I tu pomoc specjalisty okazała się nieoceniona. Znakomity terapeuta, czyli Pan Tomasz po pierwsze nazwał fakty po imieniu, po drugie trafnie zinterpretował motywy moje i byłego dziś męża. Wiele aspektów wychwycił i ku mojemu zaskoczeniu bardzo trafnie przewidział rozwój wypadków - siła doświadczenia.
Terapia byłą interesującym doświadczeniem. Miałam wrażenie luksusu. Ważne było to, co myślę, co czuję. Zatrzymałam się w trudnym momencie życia i zweryfikowałam nastawienie do świata, a przede wszystkim do samej siebie.
I to właśnie Pan Tomasz podpowiedział mi jak należy podejść do kwestii rozwodu. Pozwolenie na odejście, niezatrzymywanie, pozwolenie na to by partner żył tak jak chce wymaga wiele siły wewnętrznej. Odczuwając smutek, żal i wściekłość, nie zauważamy, że jesteśmy gotowi do puszczenia go wolno. W tej sytuacji potrzebny jest terapeuta, który uświadomi, że dalej możemy żyć dzięki własnej sile. Kiedy po wielu tygodniach przeczytałam opisaną przez L. Jarosch historię indiańskich kobiet doceniłam mądrość i słuszność tego podejścia. Efektem terapii była zmiana mojego nastawienia do tego, co się wydarzyło, akceptacja, wewnętrzna zgoda na rozwój wypadków i wybaczenie - także sobie. Zmierzyłam się z całym moim zmartwieniem i bólem. Bez terapeuty byłoby to o wiele trudniejsze, a może niemożliwe.
Jestem zaskoczona, że terapia wniosła tyle pozytywnego w moje życie. Rozwód stał się szansą na rozwój. Wiele zrozumiałam. Zdefiniowałam siebie na nowo jako osobę. Nie żonę, matkę, córkę - tylko kobietę z marzeniami, zainteresowaniami, grupą oddanych przyjaciół, z pomysłem na siebie. Pan Tomasz pokazał mi moją odwagę i wewnętrzną siłę.
Dziękuję Panie Tomaszu.
"Należysz do miejsca gdzie czujesz sie wolny."
7sobota, 25, styczeń 2014 13:58
EM
... bywa tez tak, że ból dotyka życie bez spektakularnej przyczyny czy wydarzenia. Jest wynikiem wielu lat ukrywanych potrzeb, wrażliwości dotkniętego dziecka czy ról życiowych w których czuje się bardziej klimat więzienia niż dobrego teatru... To było moim doświadczeniem, kiedy poprosiłam o pomoc Tomka Czyżewskiego. Myślę, że warto łamać wszelkie stereotypy o korzystaniu z psychoterapii, żeby dać sobie szansę na inne - jaśniejsze, silniejsze spojrzenie na życie i siebie.
Do tego jednak potrzebne jest przekonanie, ze proszę o pomoc człowieka, któremu mogę zaufać. Moje doświadczenie spotkań z Tomkiem dało mi poczucie bezpieczeństwa w otwieraniu się nie tylko przed nim ale także przed samą sobą. Cenię go za wyczucie, ciepło i autentyczne zaangażowanie. To, za co mu głównie chciałam podziękować to fakt, że w czasie drogi, jaką jest terapia, nie szedł przede mną jako mentor, nie czułam jego wzroku na plecach jako obserwatora, tylko widziałam go obok siebie ramię w ramię. Dla mnie było to bardzo cenne doświadczenie mądrej i ciepłej obecności kogoś w trudnym dla mnie czasie zmagania się samej ze sobą. Jako terapeuta wykazał się również dobrą umiejętnością "przytrzymania pacjenta, kiedy chce wiać podczas operacji oraz puszczenia go wolno kiedy założone szwy dają rokowania na gojenie się ran".
Terapia w Pracowni Dialogu jest również dlatego cennym doświadczeniem, że odkrywa się miejsca, do których można wracać, gdy potrzeba konkretnego wsparcia i ja to miejsce na swojej mapie życia zaznaczyłam (...nie jestem tylko pewna czy to ucieszy Tomka ... :) )
Wpis ten może okaże się komuś pomocny w zdobyciu tego zaufania i odwagi by zrobić coś dla siebie, by odnaleźć miejsce w życiu i w sobie, w którym czujemy się wolni ...
parę słów
8czwartek, 14, maj 2015 19:30
Mateusz
Chciałem polecić Pana Tomka, ponieważ jest osobą profesjonalną i godną zaufania. Szeroki zakres wiedzy terapeutycznej, błyskotliwość i humor. Warto zainwestować czas i pieniądze we własny rozwój, co z czasem mocno procentuje. Potrzeba jedynie szczyty odwagi, wiele cierpliwości i wytrwałości oraz nadziei, która daje Pan Tomasz Czyżewski.

Spotkanie z terapia pozwoliło mi przejść trudne momenty, uwolnić się od przytłaczającego bagażu, dac nadzieję i wiarę w odmianę. Pozwoliło wyjść z sytuacji która wydawała się beznadziejną, bez wyjścia. Dzieki tym spotkaniom odzyskalem wiarę we własne możliwości oraz lepsze spojrzenie w pszyszlosc. Pokonać lęk i odzyskać równowagę. Nie było łatwo, ale było warto. Jestem pełen uznania dla pana Tomka który ma często niełatwe zadanie a jego zawod terapeuty przysparza wielu wyzwań. Na szczęście widać owoce tej wymagającej pracy, co powinno być dla niego niemałą satysfakcją.

Pozdrawiam każdego kto ma ochotę zacząć tą fascynującą przygodę wgłąb siebie. Życzę samych sukcesów.
Depresja
9środa, 30, marzec 2016 12:11
xxx
Do Pana Tomasza zaciągnął mnie mąż i jestem mu za to naprawdę wdzięczna. Wydawało mi się, że sama poradzę sobie ze swoimi problemami. Na pierwszej wizycie Pan Tomasz stwierdził u mnie depresję, dopiero wtedy zrozumiałam, że sama bym sobie nie poradziła. Nie jestem w stanie opisać jak wiele zawdzięczam psychoterapii. Moje podejście do życia całkowicie się zmieniło, a przede wszystkim lepiej rozumiem samą siebie i swoje potrzeby. Dopiero teraz czuję, że żyję. Panie Tomaszu jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystko i pozdrawiam :)
Terapia - nie dziękuję?
10wtorek, 14, czerwiec 2016 19:23
Sylwia
Terapia? Nie... dziękuję - nie ma takiej potrzeby. Poradzę sobie. Dam sobie radę. Nic się nie dzieje. Znane? Tak, u mnie też tak było:"nic mi nie jest, poradzę sobie, to tylko chwilowe załamanie". A jaka była prawda? Było źle i beznadziejnie. Niby wszystko ok, ale nie do końca ok. Czegoś brakowało. Oszukiwałam samą siebie. Nic nie było w porządku, nic nie układało się tak, jakbym chciała. Ciągle miałam pretensje do siebie i do innych. Przyszedł taki moment, że "pękłam". Nie dałam rady. Czy się wstydzę? Nie, życie... po prostu życie. Jesteśmy ludźmi, ktoś powiedział, że możemy odczuwać tylko pozytywne emocje. Teraz już wiem, że jest inaczej - mogę być słabsza, mogę mieć gorszy dzień, mogę być zła, mogę płakać, ale też mogę śmiać się, cieszyć się z życia, mogę robić coś innego niż "wszyscy", mogę robić to inaczej. Co z tego, że komuś się to nie podoba? Nie muszę tłumić tych emocji i zastanawiać się, co inni pomyślą. Niech myślą co chcą! Mają do tego prawo, a ja mam prawo do życia! Do życia i szczęścia po swojemu. Trafiłam do Pana Tomasza z rekomendacji. Co wtedy myślałam? ...Jak mam się otworzyć przed obcą mi zupełnie osobą? Jak mi pomoże? O czym mam mówić? Czy to coś da, skoro najlepsza przyjaciółka, czy bliskie mi osoby nie pomagają. A jednak.... nie żałuję tej decyzji, nie żałuje żadnej minuty spędzonej w gabinecie! Teraz wiem, że mogę góry przenosić. Każde spotkanie otwierało mi oczy na rzeczy "oczywiste". To dzięki terapii zrozumiałam, co mnie ogranicza, co sprawia, że jest mi źle! Teraz... teraz wiem, że żyję! jestem szczęśliwa. Jestem spełniona! Pan Tomasz to taki duchowy:"dealer"! Polecam z czystym sumieniem. I w tym miejscu jeszcze raz wielkie podziękowania za pomoc, zrozumienie, cierpliwość i czas, który Pan poświęcił mojej osobie. Mimo, że upłynęło trochę czasu od ostatniego spotkania - z każdym dniem jestem silniejsza, szczęśliwsza i jestem przede wszystkim SOBĄ! Akceptuje siebie! Żyję po swojemu. Panie Tomaszu powodzenia w dalszej pracy! Niech Pan w dalszym ciągu dodaje skrzydeł!!! DZIĘKUJĘ

Loading

Znajdź nas na facebook'u