znicze 2aŻałoby nie wystarczy przetrwać, trzeba ją rzeczywiście przeżyć. Inaczej będziemy w niej tkwić. Aczkolwiek nie zawsze wiemy, że jesteśmy w żałobie. O ile zmarł ktoś bliski, sprawa jest oczywista. Co jednak, jeśli ktoś jest po rozstaniu, rozwodzie, przeżył ciężką operację i musi zmienić swoje zwyczaje, albo co gorsza właśnie dowiedział się, że niewiele mu życia zostało? Ktoś wreszcie stracił pracę, mieszkanie, lub dziecko się usamodzielniło. Każda strata boli i wcale nie jest powiedziane, że mniej niż wtedy, gdy odejdzie członek rodziny.

Przeżycie jakiejkolwiek straty oznacza wejście w proces żałoby. Emocje, jakie temu towarzyszą, niczym się nie różnią od doświadczenia śmierci ukochanej osoby. W tych przypadkach cierpiący człowiek również musi przejść cztery etapy żałoby. Nie przechodząc ich, będzie żył przeszłością. Jeśli i Ciebie ten problem dotyczy, rozpoznaj fazę, w której jesteś, bo świadomość swojej sytuacji jest już połową sukcesu. W niniejszym artykule dla uproszczenia wywodu będzie mowa o żałobie po zmarłym, ponieważ w tym przypadku proces jest najbardziej czytelny. Trudno natomiast pisać o innych stratach, które trudno wybrać spośród tylu, właściwie nieskończonych możliwości. Czytelnik musi sam sobie przełożyć tak przedstawioną teorię na swoje własne doświadczenie.

Faza 1. Szok.

W pierwszym momencie osoba, która spotyka się ze stratą w wyniku doznanego szoku, reaguje negacją rzeczywistości. Nie zawsze to będzie popadnięcie w bezruch i zastygnięcie w stuporze lub odrętwieniu. Może być zupełnie przeciwnie, człowiek zajmie się porządkami, nic nieznaczącą rozmową, czy też swoimi obowiązkami. Ktoś zacznie się śmiać, a ktoś inny w ogóle nie zareaguje. Te i podobne zachowania łączy negacja faktów. Doświadczona stratą osoba zdaje się mówić- o ile faktycznie tak nie mówi ? "To nie mogło się zdarzyć", "To nieprawda", "To niemożliwe". Szok jest naturalną reakcją ludzkiej psychiki, która musi mieć czas na oswojenie się z przytłaczającymi faktami. Być może nie będzie to faza długa, ledwie kilka chwila, ale może i trwać godziny. A bywa i tak, że można w niej utknąć na lata. Wówczas człowiek odcina swoje emocji, których nie chce i nie potrafi przeżywać. Rozumem wie, że doświadczył dramatu, ale jego serce tego nie przeżywa. Inna osoba może mieć urojenia i omamy. Czasem można spotkać ludzi, którzy robią wrażenie jakby rozmawiali z bliską osobą. Oni odmawiają uznania, że odeszła.

Faza 2. Konfrontacja.

Kiedy do człowieka dotrze świadomość, że jego strata jest bezpowrotna, że nic nie można zrobić, doświadczy zalewu emocji. Są to uczucia proste, dziecięce, niezmiernie silne i bardzo różne. Bynajmniej nie zawsze jest to żal i smutek, kiedy łzy zdają się nie mieć końca. Równie często osoba przeżywa złość, gniew i bunt, choćby do lekarzy, pielęgniarek, innych bliskich, którzy "nic nie zrobili", ale też do siebie samego- bo "gdybym wtedy...", co rodzi silne, i często nieuzasadnione, poczucie winy. Może się też dostać samemu Bogu, który "go zabrał". Dlaczego to zrobił?! Rodzą się pytania bez odpowiedzi. Nieunikniony jest również lęk. Jak będę żyć? Jak sobie poradzę? I w ogóle - po co żyć? Za tym wszystkim kryje się dojmujący ból straty. I tak być musi. Wszystkie te trudne emocje są ważne i potrzebują wyrażenia. Być może długo będzie trwał płacz, albo krzyk. Czasem wiele tygodni. Trudno, tak musi być. Żeby ból Cię nie osłabił, zrób czasem niedługą przerwę w przeżywaniu. Obejrzyj film, wyjedź, zajmij się czymś innym. Ale, jeśli trzeba, wróć do emocji. I w tej fazie można utknąć i przeżywać niekończące się uczucia. Takie zatopienie się w emocjach wynika albo z niedostatecznego ich oczyszczenia, albo za nimi kryją się głębsze doznania, na których przeżywanie się nie zgadzamy. Trzeba je odkryć.

Faza 3. Dezorganizacja.

Po wyrzuceniu z siebie wszystkich emocji ? wypłakaniu wszystkich łez, wykrzyczeniu wszystkich pretensji nadchodzi czas rozczarowania, zwątpienia i wyczerpania. Okazuje się, że nic się nie zmieniło, jest jak było. Nastaje w życiu pustka, której nic nie może zapełnić. Bezdenna dziura. Niektórzy próbują ją zapełnić przeszłością. Chcą rozmawiać tylko o tym co było, wspominać wspaniałe albo i tragiczne wydarzenia. Coś ich ciągnie do nieustannego powracania do dawnych wydarzeń. Osoba zmarła nabiera niekiedy idealnych cech, wszystko inne (lub inni) wydaje się szare, nudne, bez wartości. Stęskniony, cierpiący człowiek może się też identyfikować ze zmarłym, podobnie się zachowując, mając podobne życiowe cele, ba, nawet cierpiąc na te same choroby. Albo też w innych widzieć zmarłą osobę i naciskać ją by podobnie się zachowywała. W takiej sytuacji dobrze jest porządkować swoje życie po stracie- rzeczy chować, oddawać, niszczyć i nauczyć się zastępować zmarłego w obowiązkach, które wykonywał. Krótko mówiąc, czas żyć na nowo.

Faza 4. Integracja.

Na koniec, nadchodzi moment pogodzenia się z utratą. Następuje mobilizacja do życia poza związkiem, który przeminął. Powoli odkrywa się nowy sens, może nawet wartość przeżywanej żałoby, która okazuje wzbogacającym życie okresem. Może trzeba przewartościować swoje życie, bo otworzyła się przestrzeń na nowe cele i możliwości. Kiedy ktoś lub coś umiera, jednocześnie rodzi się coś nowego. Pojawiają się wyzwania, którym trzeba sprostać. Są ludzie, którzy nie chcą tego etapu w życiu, traktują go niczym zdradę wobec straconej osoby. Chcąc być jej wierne, postanawiają się z nikim nie wiązać, ani nawet nie odczuwać uroków życia. Ale czy rzeczywiście naszemu bliskiemu zależałoby żebyśmy byli nieszczęśliwi? Czy chciałby żebyśmy wycofali się z życia by tkwić w iluzji związku, którego już nie ma i nie będzie (chyba że po śmierci)? Warto pomyśleć nad duchowym testamentem zmarłego. Czego on by chciał dla mnie, jakie moje nowe cele lub dążenia byłyby dla niego cenne?

Oczywiście żadnego z etapów nie można przeskoczyć, pominąć czy przyśpieszyć. Dlatego tak ważne byś mógł określić swoje miejsce, bo dopiero ruszysz z miejsca. O końcu procesu żałoby możemy mówić wtedy, gdy stratę wspominamy bez intensywnego bólu, choć cień smutku pozostanie na zawsze. Nie będzie on jednak przytłaczający i dezorganizujący. Ucieszą nas zwykłe, codzienne rzeczy. I wreszcie, będziemy potrafili stawić czoło życiowym problemom.

Tomasz Czyżewski 10.11.2011.

 

Tagi: psycholog Łomża, psychoterapia Łomża, pomoc psychologiczna Łomża

Share on Facebook

Loading

Znajdź nas na facebook'u