Zdarza się oglądać wspaniałe matki. Niekiedy jednak ich poświęcenie przekracza punkt na krzywej macierzyństwa. Wówczas ich wyjątkowość zdaje się zmieniać wektor z dodatniego na ujemny. Ale rzeczywiście - ich wyjątkowości nadal nie sposób odmówić.

Widok matki w kościele na Mszy musiał budzić mieszane uczucia. Pani tuliła bowiem do serca śpiące na jej kolanach dziecko. Mogło pacholę spać na pustym krześle obok, ale wiadomo, że u mamusi najlepiej. Może ktoś, kto siedział dalej, mógł z rozrzewnieniem myśleć o tej scenie. Z bliska było jednak widać, że zmęczony ów chłopiec nieznośnie zapewne długą i uciążliwą Mszą, z pewnością nie był niemowlęciem. Ba! Nie był nawet przedszkolakiem. Mury szkoły znał co najmniej od dwóch, albo i trzech lat. Choć kto wie..., może był tylko dobrze odżywiony. Co zresztą nie powinno dziwić, prawda?

Share on Facebook

Loading

Znajdź nas na facebook'u