Dwie wyraźnie starsze panie próbowały wsiąść do PKS-u. Nie było to łatwe z powodu ogromnych walizek z jeszcze nieoderwanymi lotniskowymi nalepkami. Dopiero stanowcza interwencja kierowcy, zmusiła staruszki do chwilowego pogodzenia się z utratą kontaktu wzrokowego ze swoimi walizkami, które musiały wylądować w bagażniku. Zwłaszcza jedna z kobiet- zdecydowanie starsza od towarzyszki- wykazywała dużo determinacji, nie mogąc się rozstać z bagażami. Podniesionym głosem domagała się uszanowania swoich praw pasażera, co chwilami przeradzało się w mało zawoalowane groźby. Kierowca okazał się jednak nieugięty.

Bliska już chyba 90-ki podróżniczka długo jeszcze nie mogła dojść do siebie. Po zajęciu miejsca wciąż wyrzucała potok pełnych oburzenia słów na niekulturalnych kierowców i czasy, w których przyszło jej żyć. Towarzyszka milcząco wysłuchiwała tyrady, najwyraźniej przyzwyczajona do porywczego charakteru kobiety. Widać znały się od lat. Łagodne usposobienie młodszej z niewiast być może pobudziłoby ją do obrony Bogu ducha winnego kierowcy, wiedziała jednak, że to na nic by się zdało.

Nie odezwała się nawet widząc, jak po zaledwie kilku sekundach moszczenia się na siedzeniach, starsza turystka naraz wstała. Głosem nie znoszącym sprzeciwu, zawyrokowała, że nie mogą w tym miejscu siedzieć, z powodu przeciągów, które tutaj rzekomo dało się odczuć. Kobiety wstały zatem, by poszukać kolejnych siedzeń. Ale i tam nie obyło się bez trudności. Głośnik radia był zdecydowanie za blisko, co na pewno zakłóciłoby planowany sen, który miał ukoić nerwy po kilkugodzinnym męczącym locie. Znowu zatem najpierw starsza, a w ślad za nią młodsza z kobiet, wstała z miejsca. Niewiasty krążyły tak jakiś czas po autobusie to siadając, to wstając po krótszych lub dłuższych chwilach. Leciwa staruszka nieustannie mówiła, młodsza zaś praktycznie w milczeniu poddawała się całej procedurze. Czasami tylko dało się słyszeć zmęczone, nieomal jękliwe: "...może jednak zostaniemy?", "...tu właściwie jest dobrze", a potem już krótkie bezradne westchnienia. Jej wiekowa towarzyszka i tak nie słyszała nawet tych wątłych znaków życia wewnętrznego młodszej podróżniczki.

W końcu usadowiły się na dłuższy moment i nadzieja zajrzała w zmęczone oczy młodszej ze staruszek. Jednak, kiedy już miała z ulgą oprzeć plecy o oparcie fotela, słyszany nieustannie potok słów przybrał nagle znacząco wysokie tony. Jakby jednostajny, choć bynajmniej nie cichy, szmer potoku przerodził się niespodziewanie w huk wodospadu.

-A przeżegnałaś się?! - usłyszała wibrujący dobrze znany głos.

-Ależ mamusiu - odrzekła - nigdy o tym nie zapominam.

2013-04-16

Share on Facebook

Loading

Znajdź nas na facebook'u